
Podziękowanie dla ofiarodawców, którzy wsparli dzieło pomocy faveli w ostatnich 4 miesiącach

Intencja z dnia
12 kwietnia 2007 roku:
:
|
Domy Nadziei na faveli Saramandaja, kontynują swoją misję pomocy dzieciom, kierowane przez Komisję Koordynacyjną Domów Nadzieji-Saramandaia.
O nowych formach pomocy dla faveli przeczytasz tutaj
|

Nowa książka poświęcona pracy księdza Mariusza Berko:
zamówienia egzemplarzy autorskich - więcej...
Nadto polecamy:
Ks. Mariusz Berko
Urodził się 02 sierpnia 1966 r. w Bielawie, w województwie dolnośląskim, od 1970 r. mieszkał w Dębicy, w województwie podkarpackim. Skończył studia na Instytucie Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Tarnowie z tytułem magistra teologii i został wyświęcony na kapłana 25 maja 1991 r. przez arcybiskupa Józefa Życińskiego. Przez 8 lat pracował w parafiach diecezji tarnowskiej (Czermin, Mielec, Dąbrowa Tarnowska). Po zaproszeniu kardynała Lukasa z Salwadoru, przygotowywał się do misji przez dziewięć miesięcy w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie i trzy miesiące w sanktuarium maryjnym Nossa Senhora da Peneda w Portugalii. Wyjechał do Brazylii 10 listopada 2000 r. i od samego początku zaczął pracować na "favelach" - najbiedniejszych dzielnicach miasta Sao Salvador da Bahia. Od trzech lat samotnie duszpasterzuje i organizuje pomoc w jednej z najniebezpieczniejszych i najbiedniejszych z favel Salvadoru (dzielnic biedy), zwanej "Saramandaia". Przez pięć lat, ks. Mariusz pisał listy, w których przekazywał swoje przeżycia, refleksje i świadectwa wielu łask Bożych, których doświadczył. Ta strona ma na celu dzielenie się "dobrem" i wspieranie działalności charytatywnej jednego z naszych rodaków, żyjącego wśród najbardziej odrzuconych. W maju 2006 roku wyjechał w Brazyli. Obecnie Mieszka w Hiszpanii.
Saramandaia
- tu cuda też się zdarzają
Moje miasto
„Saramandaia", to favela pełna huku, krzyków i strzałów.
Już przyzwyczaiłem się goniąc codziennie po wąskich korytarzach
mojego mrowiska - faveli do odgłosów petard i pistoletów. Nawet
krzyki bijących się mężczyzn czy kobiet, to zwykła codzienność. Tylko
martwe dziecko o otwartych ze zdziwienia oczach, postrzelone na ulicy
jeszcze mnie przygnębia.(...)
Kochane dzieciątka z mojej szkoły. Kiedy wchodzę zatroskany czy zdenerwowany, patrzą w ciszy na
mnie swoimi ciemnymi oczyma, lecz jeśli zobaczą mój uśmiech
biegną, aby złapać mnie za ręce, a jak już się nie da, to za koszulę,
aż do mojego upadku. Śmieją się i siadają na mnie... To
najpiękniejsze chwile wdzięczności, choć nie pada słowo „dziękuję".
Kiedy któreś nie przychodzi do szkółki, to znaczy, że jest ciężko
chore lub nie żyje. (...)
Poza tym przecież mam kościół, wspólnotę, która czeka
na mnie i trochę łaski Bożej. Cóż mogę więcej napisać o tym, co
robię? Robię co mogę, a reszta w rękach Boga. Tu cuda się też
zdarzają.
ks. Mariusz Berko